Dni otwarte Passa Passa Dance Studio
29 marca 2014 | 10:00 – 13:00
Druga wycieczka na warsztaty do Passa Passa Dance Studio na dni otwarte
była zdecydowanie udana. Zaczęło się warsztatami z Mad Katie dla
dzieciaków. Dziewczyny z Bez Nazwy były zadowolone. Ja zauważyłam,
że Kasia ma bardzo dobry kontakt z dziećmi i zaraża energią.
Bardzo pozytywna osoba.
Potem były warsztaty Dancehall Sweet Jamaica z Kasią P., z którą
odbyły się też moje pierwsze warsztaty w Passa Passa. W tych brałam
udział ja – reprezentantka Squeeze Crew, dziewczyny z Funky Fame
oraz Bez Nazwy. I tym razem Kasia zrobiła o wiele lepsze wrażenie.
Nie uczyła tak jak poprzednio "na wariata", tylko spokojnie wszystko
tłumaczyła, zrobiliśmy bardzo fajną rutynę a przy tańczeniu buzia
się cieszyła.
Zakończyliśmy warsztatami Dancehall Oueen Style z Magdą.
Osobiście na te czekałam najbardziej. Z Magdą miałam do czynienia
po raz pierwszy i gdy usłyszałam pierwsze słowa z jej ust:
"Czy macie może szpilki?" to nie powiem, odrobinę się przeraziłam.
Ale nie zawiodłam się. Dostałam to czego chciałam, po co przyjechałam.
Zobaczyłam na czym polega queen style, zrobiliśmy również krótką,
ale fajną choreografię.
Podsumowując cały dzień, pomimo kilku nieciekawych momentów, typu
omdlenie czy upadek aparatu, mogę zaliczyć do udanych, a na pewno
pełen wrażeń. A dni otwarte spełniły chyba swoją rolę, bo bardzo
chciałabym się zapisać na zajęcia. Problemem jest tylko brak czasu.
A szkoda. Piona
Boogie
X Jubileuszowe Spotkania Taneczne Marce Dance
29 marca 2014 r.
W ten sam dzień, w który dziewczęta z Funky Fame, Bez Nazwy i Squeeze
ostro cisnęły Dancehall na dniach otwartych Passa Passa, ja miałem
zaszczyt sędziować jubileuszową edycję Marce Dance. Los chciał,
że już o godzinie 5:00 wylądowaliśmy z Naniśką w pociągu do Krasnegostawu.
To też miałem ogrom czasu, by poznać to miasto, które nawiasem mówiąc
naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyło.
Od początku zdawałem sobie sprawę, że sędziowanie tego typu zawodów
nie jest rzeczą łatwą. Ponieważ najczęściej bywa tak, że organizacja
ma mniejsze bądź większe luki, przez co jakkolwiek zadecydują sędziowie,
werdykt może się wydawać niewłaściwy czy też niesprawiedliwy.
Problem zazwyczaj leży w podziale kategorii – podobnie miało to
miejsce tutaj.
Kategoria Hip Hop powinna być ściśle oddzielona od kategorii show dance.
Łączenie tych dwóch razem jest pomyłką i sprawia, że sędziowie muszą
się kierować tym, co jest bliższe ich sercu oraz tym, co im się po
prostu bardziej podobało zamiast skupiać się na naprawdę istotnych
kwestiach. Bo nie sposób porównać maksymalnie hiphopowy i pełen
smaczku układ z kolorową, okraszoną strojami i pomponami energiczną
choreografią.
Obydwa występy są świetne, ale jak to powiedziała sędziująca z nami
Paulina albo sędziujemy „show” albo „dance”. Fakt faktem, że zawody
były o wiele lepsze niż w Łęcznej. Bawiłem się na nich świetnie
i nie odczuwałem łęczyńskiego parcia na szkło.
Poziom był bardzo zróżnicowany, podobnie jak różnorodność styli
i form, z jakimi było nam dane się zmierzyć. Jedna rzecz bardzo mnie
zdenerwowała/zasmuciła – wieszający czy tam przycinający się sprzęt.
Zatrzymywanie występu tancerzy w połowie i startowanie z nim od początku
nie jest dobrym sposobem na rozładowanie napięcia przez i tak już
zestresowanego tancerza. Organizatorzy muszą dopilnować, by za rok
takie akcje nie miały miejsca.
Pomijając te nieliczne potknięcia dzień zaliczam do naprawdę udanych,
radosnych i bardzo budujących. Doświadczenia płynące z sędziowania
uczą w podobnym stopniu mnie, co występujących tancerzy. To dobre
doświadczenia, oby wszystkie w dalszym życiu takie były.
Jabra Style Session WORKSHOPs
Wystarczy odrobina wysiłku, by spełnić kolejne marzenie.
Wszędzie są ludzie, którzy dzięki swojej pasji potrafią rozwijać siebie.
Czasem trafiają się także tacy, którzy swoimi działaniami dają możliwość
rozwijania się innym. Do takich ludzi z pewnością należą ziomki z ekipy
„Catch the Flava”.
Tym razem Ci polscy bboye występowali w roli organizatorów świetnej
imprezy hip hopowej Jabra Style Session. Z okazji imprezy zorganizowali
również warsztaty dla ludzi chłonnych wiedzy. Biorąc pod uwagę, że
warsztat obejmował dwóch gości: Bboya Xisco z ekipy Hustle Kidz oraz
legendarnego członka Rock Steady Crew – Mr. Wiggles.
Zajarani niczym zajączek wielkanocnymi jajkami postanowiliśmy wybrać
się na to spotkanie w pełnym „skłizowym” składzie. Czekała nas nie lada
ciekawa podróż, bowiem, by dotrzeć do Krakowa na 5 kwietnia musieliśmy
wyjechać z Lublina o 22:00 już 4 kwietnia.
Było to o tyle trudne zadanie, że o 20:00 kończyliśmy 4 godzinny trening
(wyjazd wyjazdem, ale cisnąć trzeba). Zmęczeni i niewyspani znaleźliśmy
się w Krakowie już o 02:30.
Na całe szczęście mieliśmy możliwość przenocowania u Ani i Konrada,
którym serdecznie dziękujemy i korzystając z okazji polecamy ich usługi
fotograficzne (Anais Fotografia), bo robią naprawdę dobrą robotę.
Było miło, było zabawnie i smacznie!
Pierwszy dzień warsztatów był dla nas na pewno jednym z najważniejszych
dni w tanecznej karierze.
Steffan "Mr. Wiggles" Clemente (Rock Steady Crew) – New York
5 kwietnia 12:00 – 13:30
Człowiek legenda i jeden z niewielu pozostałych i aktywnych członków RSC.
Mr. Wiggles to człowiek, który już samym wyglądem i stylem bycia wzbudza
respekt. Gdy wszedł na salę oczywiście pojawiły się brawa, ale poprzedzone
chwilą absolutnej ciszy – w tym momencie było czuć ogromny szacunek
unoszący się w powietrzu.
Warsztat dotyczył „party dances”, więc Wiggles zaserwował nam całą gamę
ruchów okraszoną imprezowym smaczkiem. Rozpoczął od ruchów, którymi
najwyraźniej były inspirowane teraźniejsze Toprocki. Ruchy te uświadomiły
nam, w jaki sposób dawni bboye tańczyli na imprezach, w klubach ze swoimi
panienkami.
Szukałem właśnie takiej wiedzy i już na początku dostałem to, czego chciałem.
Później połączyliśmy Toprocking z imiennym stylem Mr. Wigglesa, mowa
oczywiście o jego Hands Style. Następnie przedstawił nam troszkę ruchów
hip hopowych z jego epoki, takich jak np. „skate” czy „baseball”.
Praktyczną część warsztatu zakończyliśmy wprowadzeniem do podstaw
Poppingu z czasów, gdy powstawał. Poznaliśmy jego surową wersję,
która nie była jeszcze określana jako Popping, ponieważ nie posiadała
„popa”. Wszystko opierało się o groove oraz imitację bicia serca.
Cały warsztat zakończył się panelem dyskusyjnym, na którym Mr. Wiggles
poopowiadał nieco o historii i odpowiedział na lawinę pytań.
Jeśli chcesz przeczytać szczegółową relację z tego warsztatu kliknij
w poniższy obrazek.
Po warsztacie udaliśmy się na rynek gdzie, również spotkaliśmy się
z Bboyingiem. Nieznana mi ekipa robiła pokazy i zbierała kasę.
Styl, w jakim tańczyli był typowo oldschoolowym stylem polskich bboys.
Widać było wysoki poziom powermoves.
Pozwiedzaliśmy odrobinę Krakowa, który jest bardzo ładnym miastem
z niepowtarzalnym klimatem. Drugiego dnia były moje urodziny,
dziewczyny przygotowały mi wypasiony tort, o którym nic nie wiedziałem
– naprawdę mega zaskoczenie.
Dodatkowo na urodziny dostałem możliwość wzięcia udziału w warsztacie
z drugim gościem. Ja, moja ekipa, Kraków, Hip Hop i tort.
Czy może być coś lepszego dla Bboya?!
B-Boy Xisco (Hustlekidz, Mighty Zulu Kingz) – Holandia
6 kwietnia 13:00 – 14:30
Na warsztat z Xisco przybyło już znacznie mniej ludzi. A w porównaniu
z Wigglesem, gdzie można było zauważyć tancerzy przeróżnych styli,
tutaj było już czuć klimat stricte bboyowy.
Pierwsze wrażenie, jakie zrobił Xisco sprawiło, że wziąłem go za poważną
i nieco zamkniętą w sobie osobę. Gdy jednak warsztatowa kurtyna opadła
a przedstawienie się rozpoczęło ujawnił się fantastyczny charakter
i niebywała charyzma.
Od razu zaczęliśmy konkretnie. Xisco oświadczył, że przekaże nam nieco
swojego spojrzenia na Bboying. Rozpoczął warsztat od sprzedania nam
kilku własnych Toprockingowych patentów, cały czas podkreślając,
że ważna jest ekspresja i groove, co bardzo cenię.
Przeszliśmy przez Dropy, by dojść do sedna, czyli naukę nietypowych
przejść, sposobów na rozwijanie stylu i charakterystycznych dla Xisco
ruchów, jak np. świetna „małpa”, czy ruch, którego nikt dotychczas
nie był w stanie wytłumaczyć mi tak dokładnie, a mianowicie
„head swipe”.
Na koniec podzielił się z nami swoim poglądem na rozwijanie Bboyingu.
Powiedział, że kluczem jest bycie innym. A co za tym idzie,
najważniejsze w Bboyingu są kreatywność i indywidualność.
Ważna kwestia, o której warto powiedzieć to jego zadziwiające podejście
do gibkości. Xisco nie jest w stanie dotknąć palcami dłoni do palców
stóp a mimo to jest świetnym i znanym bboyem.
Dla mnie to kolejna świetna lekcja. Każda droga do sukcesu jest dobra
a jeśli wybierasz taką, którą nikt nie idzie – dojdziesz tam wcześniej
nawet, jeśli będzie dłuższa.
Gdy inni się rozciągali on pracował nad czymś innym, może akurat nad
czymś, co zaważyło o jego obecną pozycję. Xisco wypowiada się bardzo
mądrze. Widać, że jest zdecydowanym i silnym człowiekiem, który wie,
czego chce i dokąd zmierza.
Wyjazd był definitywnie jednym z najlepszych w moim (a nawet mogę
śmiało powiedzieć „naszym”) życiu. Pomimo tego, że niestety nie mogliśmy
uczestniczyć w imprezie Styles Session, co jest tak naprawdę jedynym,
ale za to konkretnym minusem.
W każdym razie wyjazd był naprawdę bardzo inspirującą i miłą przygodą
i na pewno „skłiznął” nas jeszcze bardziej, jako ekipę.
W tym roku naprawdę nie zwalniamy tempa! Piona!